niedziela, 19 października 2014

.

Hej ludziki .. mam nadzieję,  że jeszcze żyjecie :D
wiem, że mnie długo nie było, ale wybaczcie ... najzwyczajniej w świecie nie chciało mi się pytać ... mówię szczerze bez bicia i wytłumaczania się szkołą, bo ona nigdy nie jest wytłumaczeniem xd
nie miałam weny przez około 4 miesiące .. na prawdę .. kiedyś siadałam nad jedną historia i skończyłam ją w przeciągu jednego wieczora .. teraz ... siedziałam 3 dni .. i zdarzało się, że na dodatek nie podobało mi się i kasowałam wszystko ... wieeec... mam nadzieje, ze jak niedługo wstawię jakiś nowy wpis to nie zhehtujecie mnie doszczętnie xD
także do zobaczenia możliwe ze nawet w przyszłym tygodniu hehe :D

niedziela, 18 maja 2014

Zayn cz.5

 Wszystko wskazywało na to, że popełniłam największy błąd w moim życiu. Podeszłam do okna i otworzyłam je. Ciepłe, wieczorne powietrze wpadło do środka. Poprawiłam opadającą grzywkę, po czym usiadłam na parapecie. Oparłam czoło o plastikową część okna i spojrzałam w dół. Jeszcze jakieś 10 minut temu stałam tam nieświadoma swoich czynów. Teraz już wiem, że ta szybka decyzja prawdopodobnie popsuła całe moje życie. Najgorsze jest to, że muszę teraz ponieść konsekwencje. Nikt nie mówił, że życie będzie usłane płatkami róż.
-Dlaczego jesteś taka przygnębiona? - mama potarła moje ramiona i usiadła koło mnie.
-Jestem taka głupia - złapałam się za głowę i wstałam. Zaczęłam szybciej oddychać. Kiedy zaczynałam się już dusić, cały smutek wyleciał ze mnie w mgnieniu oka. Podeszłam do drzwi i zjechałam po nich na podłogę. Podciągnęłam swoje rękawy i zaczęłam płakać. Po chwili poczułam, jak ktoś koło mnie siada. Mama przełożyła moje włosy do tyłu, związując je w kitkę. Wzięła mnie w swoje ramiona i delikatnie uspokajała. Moje serce wydawało się kompletnie złamane. Wszystko, co dotychczas zbudowałam: moja przyjaźń z Victorią, dobre kontakty z Zaynem, dobre wyniki w szkole, runęły w dół niczym mur. Teraz nic mi nie zostanie.
-Jestem taka głupia - powtórzyłam po raz kolejny i mocniej wtuliłam się w rodzicielkę.
  Kiedyś takie sytuacje nie dziwiły moją mamę. Kiedyś to było dla mnie codziennością. Kiedyś mama nie zrobiłaby nic, by mi jakoś pomóc. Kiedyś... wszystko było inne.
-Nie mów o sobie w ten sposób. Jesteś bardzo mądrą dziewczyną i dobrze o tym wiesz. Po prostu... na chwilę zwątpiłaś w to, co robisz. Dasz sobie radę - pocieszała mnie. Jeszcze nigdy nie została przy mnie tak długo, kiedy ja miałam swoje doły.

~


Nadal nie wierzyłem, że mogła zrobić coś takiego. Dlaczego po prostu mi tego nie powiedziała na początku? Mogła uniknąć takiego pożegnania. Mogliśmy to sobie jakoś wytłumaczyć. Może mógłbym ją jakoś przekonać, żeby została? A może ona po prostu nic do mnie nie czuje? Może po prostu chciała mnie wykorzystać? Może chciała się po prostu zabawić. Wykorzystać. Zostawić. Nadal kiedy o tym myślę, wyobrażam ją sobie. Za każdym razem kiedy o niej myślę, mój umysł wariuje. Tracę zmysły i zatracam się w tej jednej myśli.
Kocha mnie?
To pytanie chyba będzie mnie prześladować do końca życia. Nie dowiem się tego nigdy. Chyba, że ...


~


Siedziałam na schodach prowadzących do domu. Niedługo mojego byłego domu. Przez moją głupotę jestem teraz nieszczęśliwa. Podniosłam ze stopnia mój kubek i przyłożyłam go sobie do ust. Moje ciało wypełnił żar, gdy przy moim domu stanął jakiś samochód. Powoli wstawałam, by sprawdzić, kto przyjechał. Miałam taką cichą nadzieję, że może przyjedzie.
Ale niestety. Nic nie bywa jak w bajce. Od strony kierowcy wysiadł wysoki blondyn. Uśmiechnął się do mnie i podbiegł do mnie. Mój menadżer.
-Widzę, że coś się gryzie - spojrzał na mnie z ukosa i krzywo się uśmiechnął. Zachichotałam z wyrazu jego twarzy, po czym wróciłam do poprzedniego grymasu na twarzy, który towarzyszył mi na twarzy od początku dnia.
-Nie wiem, co we mnie wstąpiło, kiedy wtedy do ciebie zadzwoniłam - spojrzałam na niego i zdałam sobie sprawę, jaka jestem niska.
Nigdy nie posądziłabym siebie o bipolarną osobę. Jednak prawda jest inna. Jestem strasznie skomplikowaną osobą. Nawet ja nie wiem czasami, co siedzi w mojej głowie. Wszystko jest poplątane, jednak gdy jestem z nim, wszystko wydaje się takie proste i nieskomplikowane.
- Zmieniłaś zdanie?- rozszerzyłam swoje oczy i zrobiłam daszek z prawej ręki.
-A czy to ma jeszcze jakieś znaczenie?
-Nie podpisaliśmy umowy o wynajem domu, więc tak jakby można to wszystko jakoś odkręcić, jeżeli tylko chcesz - rzuciłam się na niego i mocno wyściskałam.
- Oczywiście, że chce - wykrzyczałam w jego garnitur i okręciłam się z nim dookoła.
Byłam tak podekscytowana, że chciało mi się krzyczeć. Moje marzenia się spełniły. Może jest jeszcze jakaś szansa, że mogę to wszystko odkręcić z Zaynem?
-Pójdę do domu i powiem twojej mamie, by nie marnowała swojego czasu na pakowanie, bo zostajecie - poklepał mnie po ramieniu. Promiennie się do niego uśmiechnęłam i wesoło zachichotałam. Byłam jak nowo narodzona. Odżyłam z prochów. Gdy sylwetka mojego menadżera znikała za drzwiami, ja zajęłam się zbieraniem kubków z tarasu i mojego ze schodów. Zaniosłam tackę do kuchni w podskokach i wróciłam na przedsionek po kolejne brudne naczynia, które pozostały po naszym śniadaniu.
Gdy doszłam do progu drzwi, ujrzałam Zayna. Stał na trzecim stopniu i przyglądał mi się z niewyjaśnionym wyrazem twarzy. Tacka wypadła mi z rąk. Trzęsącymi się rękoma podniosłam ją, a gdy wstawałam, poczułam jak coś koło mnie poruszyło się. Spojrzałam na bruneta, który stał do mnie twarzą w twarz. Chciałam się z nim jakoś przywitać, jednak on całkowicie zbił mnie z pantałyku.
-Kochasz mnie? - ogromna fala przyjemnego ciepła przeszła po moim ciele w stronę serca. Zarumieniłam się i spuściłam wzrok. - Nie patrz na dół, gdy pytam się ciebie o takie rzeczy - podniósł mój podbródek, ale zostawił swoją rękę na nim.
-Tak - odpowiadam krótko i na temat. Jednak widać, że to nie o to mu chodziło. Chciał usłyszeć te słowa prost z moich ust. -Kocham Cię - dodałam po chwili, a chłopak uśmiechnął się i przycisnął mnie do ściany mocno całując.
-Jesteś wszystkim o czym myślę, nie pozwolę byś ode mnie odeszła. Zwariowałbym.
-Ja tak samo.



~~~~

Im więcej kreatywnych komentarzy, tym bardziej kreatywne imaginy :P






piątek, 16 maja 2014

Zayn cz. 4

Nigdy nie czułam takiego szczęścia. Pocałunek Zayna wzniósł mnie do nieba. Teraz liczył się jedynie on.
-Jednak przyszłaś - wyszeptał w moje usta, po czym znowu zaczął całować. Otworzyłam oczy i spojrzałam się ponad głowę chłopaka. Ponad pięćset par oczu wlepiało w nas wzrok. Przestałam oddawać pocałunki. Zrobiło mi się głupio. Poliki zaczęły mnie piec, a ja cała gotowałam się od środka. Wzięłam ramiona bruneta w swoje ręce i odtrąciłam go od swojego ciała. Odsunął się ode mnie w momencie, kiedy jego trener podbiegał do nas. Miał całą czerwoną twarz, zapewne tak jak ja. Pięści, które trzymał zaciśnięte, znalazły się na koszulce Zayna.
-Popsułeś cały mecz - powiedział z zaciśniętymi zębami. - Nie obchodzi mnie, że cieszysz się, że jakaś kolejna lalunia przychodzi na twój mecz, ale daruj sobie takie przywitania. Wracaj do gry - klepnął go w ramię i wepchnął na boisko. Chłopak spojrzał na mnie tęsknym wzrokiem i potruchtał na miejsce, w którym stał sędzia. Głęboko westchnęłam. Nawet nie zdawałam sobie sprawy, że przez cały ten czas, wstrzymywałam oddech. Złapałam się za klatkę piersiową i zaśmiałam  z całej zaistniałej sytuacji. Nie wiem jak się zachować. Spojrzałam w stronę Zayna, który w tym momencie zdobywał kolejne punkty dla drużyny. Zerknęłam do góry i zauważyłam kilkanaście par oczu, które nadal wpatrywały się we mnie, jakbym miała coś we włosach. Przejechałam po nich ręką i odwróciłam się, powoli idąc przez korytarz.


-Nie widziałem cię przez prawie całą drugą połowę meczu - brunet usiadł koło mnie na ławce na boisku szkolnym.
-Ta, wiem. Tak jakoś wyszło. Wszyscy się na mnie dziwnie patrzyli i czułam się dość dziwnie - przetarłam rękę w miejscu, w którym Zayn otarł się swoim ramieniem.
-Zimno ci? - spytał się i ściągnął bluzę z logiem swojej drużyny.
-Nie, nie jest - zaśmiałam się, jednak założyłam ją na swoje ramiona. Chwilę później przyciągnął mnie swoją ręką i oparł brodę o moje czoło.



-Dlaczego płakałaś na hali? - moje serce zaczęło szybciej bić na jego pytanie. Spojrzałam w stronę wychodzących ludzi z obiektu szkolnego i  z powrotem na niego.
-A to nic takiego - wykonałam swój nerwowy tik nosem i lekko się do niego uśmiechnęłam.
-No dobra. Jeżeli będziesz chciała o tym pogadać, to wiesz, do kogo możesz przyjść - uśmiechnął się do mnie i znowu do siebie przyciągnął. Dłuższą chwilę siedzieliśmy w ciszy. Wcale mi ona nie przeszkadzała. Nie potrzebowałam rozmowy. Wystarczyło jedynie to, że tam z nim siedziałam. Podczas mojego wyjazdu przemyślałam parę spraw i doszłam do wniosku, że bezpodstawna nienawiść do niego jest tak naprawdę miłością, którą ukrywałam przez wszystkie te lata. Byłam po prostu zbyt uparta by to przyznać.
-Okej, czas już na nas. Zawiozę cię do domu - poklepał mnie po plecach, a ja szeroko otworzyłam oczy. Właśnie przypomniała mi się bardzo ważna rzecz.
-Nie możesz - wypaliłam. Wstał z ławki i zmarszczył brwi na moje słowa. Gdy już otwierał usta, wyprzedziłam go. - To znaczy, poradzę sobie. Nie martw się o mnie.
-To żaden problem, chodź - złapał mnie za rękę i poprowadził w stronę samochodu.
 Nie wyrywałam się, bo to znaczyłoby, że coś przed nim ukrywam. Co jest oczywiście całkowitą prawdą, ale nie chciałam tego po sobie dać poznać. Z drugiej strony i tak dowie się o tym prędzej czy później. Najbardziej martwi mnie fakt, że i z jednej i z drugiej strony to mu się nie spodoba.



-Jesteśmy na miejscu - oznajmił, gdy stanął pod moim domem. Wysiadł z auta i obszedł go, by otworzyć z mojej strony. Dżentelmen. Przez te wszystkie małe rzeczy, coraz bardziej robiłam się smutna. Dlaczego to wszystko musi być takie przytłaczające?
-Dziękuję. A, proszę. Twoja kurtka - spróbowałam zdjąć ją ze swoich ramion, jednak on przytrzymał moje ręce w jednym miejscu.
-Myślę, że możesz ją wziąć - uśmiechnął się do mnie. Znowu ta niezręczna sytuacja. Wyrwałam się z jego uścisku i zdjęłam kurtkę. Podałam mu ją, a on po raz kolejny tego wieczoru zdziwił się, jednak tym razem nie odezwał się. Lepiej dla mnie.
-Dzięki - głośno przełknął ślinę. Pewnie nie wiedział, jak ma się teraz zachować. Ma szczęście. Nie jest jedyny.
-Słuchaj, Zayn.. - zaczęłam gestykulować już rękoma, kiedy drzwi od mojego domu otworzyły się na oścież, a ze środka wyszła moja mama z dwiema walizkami. Świetnie. Zaraz wszystko się wyjaśni samo.
-Chcesz mi coś powiedzieć ? - odezwał się do mnie, wlepiając we mnie swoje czekoladowe oczy. Niech go szlag trafi. Nie potrafię nic powiedzieć przez ten wzrok.
-Ariana, chodź do domu i pomóż nam się pakować, sama tego nie będę pakować - otworzyłam szerzej oczy i wskazałam ruchem głowy, że ma w tej chwili wejść do domu, albo zabiję ją wzrokiem. - A, no tak. Jutro przyjeżdża samochód i zabiera resztę rzeczy - uśmiecha się do mnie. Najwyraźniej nie zrozumiała moich sygnałów, by ulotniła się z tego miejsca, zanim stanie się miejscem zbrodni.
- Przeprowadzacie się? - Zayn odwrócił mnie do siebie i złapał za oba ramiona. Rozum przestał działać. Nie mogłam oddychać. Zaschło mi w gardle. Ledwo co stałam na nogach. Muszę przyznać, że nigdy nie lubiłam takich sytuacji.
-Właśnie dlatego przez cały poprzedni tydzień nie było mnie w szkole. Próbowaliśmy znaleźć jakiś ładny apartament. Jednak także myślałam o mnie i o tobie i uświadomiłam sobie, że nie potrafię stąd wyjechać, bo cię kocham - przez moment wyglądał, jakby w jego środku coś się złamało. -Dlatego też dzisiaj przez to płakałam w szkole- kontynuowałam.
-Dlaczego się w ogóle przeprowadzacie? - spojrzał na mnie, jakby coś nie pasowało mu w całej tej układance. Głośno przełknęłam ślinę i oczy zaczęły mi łzawić, opuściłam wzrok.
-Ponieważ, tak chciałam - poczułam, jak moje ramiona zostają ściśnięte przez jego dłonie, a potem poluźnił uścisk. Opuścił swoje ramiona i odszedł. Jedyne co mi po nim zostało to chłodny powiew wiatru, który owiewał moje rozgrzane ramiona w miejscach, gdzie przed chwilą ściskały je jego dłonie.


~~~

im więcej komentarzy tym szybciej pojawi się kolejna część :)